Czas czy jakość?
Czas czy jakość? O szydełkowaniu bez presji, ale za to z sercem.
Są dni, kiedy siadam z kubkiem herbaty, biorę do ręki szydełko i dziergam dokładnie pięć rzędów przez godzinę. Brzmi niewiarygodnie? Może i tak. Ale właśnie tyle czasu potrafi mi zająć wykonanie równych oczek oraz sprawdzanie proporcji. Na koniec upewniam się, że wszystko jest idealnie takie, jak być powinno.
Lubię być dokładna. Moje projekty często mają proste formy, ale za to każdy szczegół jest przemyślany. Naprężenie nitki, symetria oczek czy wykończenie bez jednej wystającej nitki. Dla mnie to nie tylko estetyka, ale też szacunek do osoby, która finalnie dostanie ten przedmiot do rąk. Jest to szczególnie ważne, jeśli to prezent dla maluszka.
Ale jest jeden „minus”: dziergam bardzo wolno. W świecie, w którym rękodzielnicy wrzucają na Instagram nowe produkty co dwa dni, czasem dopada mnie wątpliwość – czy to nie za wolno? Czy nie powinnam „przyspieszyć”, by tworzyć więcej?
Zadałam sobie więc pytanie, które dziś zadaję Wam: co cenicie bardziej – czas czy jakość?
Ja zawsze wybieram jakość. Wiem, że przedmiot stworzony uważnie, z dbałością i sercem, będzie cieszył dłużej niż ten zrobiony „na szybko”, gdyż trzeba koniecznie zdążyć z terminem. Opinia klienta jest kluczowa, ale ja nie oddam pracy, z której nie jestem zadowolona. Bo satysfakcja z dobrze wykonanego projektu nie przemija po opublikowaniu zdjęcia. Ona zostaje głęboko we mnie.
Szydełkowanie to dla mnie nie wyścig, tylko forma uważności. Moja medytacja z włóczką w tle. I choć czasem zazdroszczę tym, którzy potrafią „machnąć sweter w weekend”, wiem, że mój styl — wolny, uważny i świadomy — to część tego, kim jestem.
A jak to jest u Was? Jesteście „sprinterami” czy „szydełkowymi mnichami”? Dajcie znać w komentarzach 💬

Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.